czwartek, 28 kwietnia 2016

Rozdział #13

*trzy miesiące później*
Od czasu śmierci Oliwki minęło sporo czasu. Dzięki wielu staraniom Remka i Bartka pogodziłam się z myślą że ona już nie wróci.  Sąd uznał Martynę winną zabójstwa i skazał  na umieszczenie w zakładzie karnym na okres siedmiu lat. Tamten rozdział uważam za zamknięty.
~*~
Dziś miałam znów uczyć się jazdy na Quadzie z Remkiem.  Wstałam około godziny 9.00 i pierwszy raz od dawna podniosłam się z łóżka z uśmiechem na twarzy. Podeszłam do szafy ukradkiem spoglądając na drzwi balkonowe, za którymi świeciło słońce.  Termometr w moim telefonie wskazywał wysoką temperaturę więc zdecydowałam że dziś założę sukienkę.  Wzięłam ją do ręki i poszłam do łazienki. Ubrana zeszłam na dół gdzie zastałam Bartka robiącego śniadanie.
- Hej - mruknęłam siadając przy stole.
- No cześć - powiedział  dalej wpatrując się w naleśniki. Odblokowałam swój telefon z zamiarem napisania wiadomości do Remka.
Do "Remik <3" : wstałam!  To o której? :)
Od "Remik <3": brawo ty!  O 11.00 :P 
Do "Remik <3": Brawo ja xD okey
Zegarek wskazywał godzinę 10.30 . Bartek w końcu podał mi upragnione śniadanie.  Usiadł obok mnie uważnie mi się przyglądając.
- Dlaczego się patrzysz? - zapytałam biorąc kolejny kęs naleśnika.
- Bo wyglądasz jakoś inaczej- odparł.
- W sensie? - zaśmiałam się
- Tak jakoś ładniej - uśmiechnął się głupio.
- Czyli wcześniej byłam brzydka tak? - udałam oburzenie krzyżując ręce na piersiach.
- Nie o to mi chodziło - mruknął cicho lekko zakłopotany , a ja zaczęłam się śmiać. Odniosłam pusty talerzyk do kuchni.
- Idę! Wrócę jak będę! - oznajmiłam zakładając buty po czym wyszłam. Droga do domu chłopaka nie zajęła mi długo. Po mniej więcej 10 minutach byłam na miejscu. Od wejścia przywitał mnie Kampi.
Skierowałam się dalej w głąb posesji w poszukiwaniu Remka. Chłopak leżał na hamaku. Podeszłam bliżej niego po chwili zdając sobie sprawę że śpi.
- Wstawaj! - wrzasnęłam, a Remik zerwał się o mało nie spadając z hamaku.  Wybuchłam głośnym śmiechem,  którego nie mogłam opanować. Chłopak odwrócił się do mnie plecami udając obażonego.
- Nie obrażaj się no Remek - mruknęłam przytulając go.
- Proszę mnie puścić- powiedział obojętnie , a ja przytuliłam go jeszcze mocniej.
- Proszę mnie puścić - powtórzył trochę głośniej,  ale zignorowałam jego prośbę. Chłopak wstał uwalniając się z mojego uścisku.
- To ja też się obrażam-mruknęłam siadając na krzesełku.
- A ty się obrażasz ponieważ? - zaśmiał się.
- Ponieważ ty się obraziłeś na mnie - odparłam bez emocji. Remek bez słowa usiadł obok mnie.
- No nie obrażaj się no Julka - powtórzył moje wcześniejsze słowa , na które nie zareagowałam.  Zapadła nieprzyjemna cisza.
- To idziemy jeździć? - uśmiechnęłam się.
- Już się nie fochasz? - zapytał.
- Już mi przeszło, chodź! - złapałam go za rękę ciągnąc w stronę Quada.
- Masz zamiar jeździć w sukience? - zaśmiał się.
- Masz zamiar jeździć bez koszulki? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.  Oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Nie będziesz jeździć w sukience- ton z jakim wypowiedział to zdanie był poważny i stanowczy.
- Bo? - spytałam lekko zdrażniona.
- Bo będzie ci zimno i będziesz chora- mruknął. Zdenerwowana ruszyłam w kierunku wyjścia.
- Gdzie ty idziesz? - zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Przed siebie - odparłam bez emocji.
- Nie obrażaj się - uśmiechnął się szeroko.
- Nie obrażam - powiedziałam próbując uwolnić rękę z jego uścisku.
- No dobra chodź - mruknął cicho lekko ciągnąc mnie w stronę maszyny.
- Jej! - krzyknęłam radośnie.
- Ale jak będziesz chora to nie to mnie miej pretensje!  - poinformował pomagając mi wsiąść na Quada.
 ~*~
Po 10 minutach jazdy byliśmy już w lesie.
- Idź sobie tam usiądź , a ja sobie pojeżdżę - zaśmiał się wskazując na pobliski ogromny kamień leżący pod drzewem.
- Ale chamsko - walnęłam go w ramię po czym zeszłam z Quada i skierowałam się w strone kamienia.
Chłopak jeździł prawie pół godziny.  Zdenerwowana siedziałam na kamieniu czekając aż łaskawie do mnie wróci. Po kolejnych kilku minutach bezczynnego siedzenia postanowiłam się przejść.
- Oby cię kurwa kamery nagrały... Płać mandaty bogaczu jebany - klnęłam pod nosem słysząc w oddali Quada. Po jakichś kolejnych 20 minutach wróciłam do swojego kamienia. Wyryłam na nim szkłem swoje imię więc jest mój.  Chłopak stał koło maszyny grzebiąc coś w telefonie.
- Gdzie ty byłaś? - zapytał przejęty gdy mnie zobaczył.
- Na spacerze.  Jakoś musiałam zabić czas czekając na ciebie ponad pół godziny - mruknęłam akcentujac ostatnie trzy słowa. Zrobiłam krok w jego stronę niezdarnie potykając się o niewielki kamień , jednak chłopak szybko zareagował i uchronił mnie od upadku. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej.  Czułam jego oddech na swoich policzkach i cholernie bałam się tego co zaraz się wydarzy.
--------------------------------------------------
Hej słoneczka!
Nie spokojnie nie zapomniałam o was! Po prostu rozdziały będą teraz mniej więcej raz w tygodniu,  bo muszę poogarniać parę spraw.
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba :) wszystkie opinie proszę pisać w sekcji komentarzy :P
Pamiętaj że...
Komentarze karmią wenę i moje chore uzależnienie czytania waszych opinii! 
Czytasz = komentujesz
Komentujesz = motywujesz

Social media 
Ask 👉 @juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat 👉 kukus_15
Facebook 👉 Facebook.com/JulKa1416
To do następnego!  😘

3 komentarze:

  1. No w końcu! 😝
    A teraz wszyscy bądźmy mili i zapalmy znicz Oliwce [*]
    TerazTeraz najigorsze czyli kolejne czekanie :(
    No ale czekam 💪

    OdpowiedzUsuń