*trzy miesiące później*
Od czasu śmierci Oliwki minęło sporo czasu. Dzięki wielu staraniom Remka i Bartka pogodziłam się z myślą że ona już nie wróci. Sąd uznał Martynę winną zabójstwa i skazał na umieszczenie w zakładzie karnym na okres siedmiu lat. Tamten rozdział uważam za zamknięty.
~*~
Dziś miałam znów uczyć się jazdy na Quadzie z Remkiem. Wstałam około godziny 9.00 i pierwszy raz od dawna podniosłam się z łóżka z uśmiechem na twarzy. Podeszłam do szafy ukradkiem spoglądając na drzwi balkonowe, za którymi świeciło słońce. Termometr w moim telefonie wskazywał wysoką temperaturę więc zdecydowałam że dziś założę sukienkę. Wzięłam ją do ręki i poszłam do łazienki. Ubrana zeszłam na dół gdzie zastałam Bartka robiącego śniadanie.
- Hej - mruknęłam siadając przy stole.
- No cześć - powiedział dalej wpatrując się w naleśniki. Odblokowałam swój telefon z zamiarem napisania wiadomości do Remka.
Do "Remik <3" : wstałam! To o której? :)
Od "Remik <3": brawo ty! O 11.00 :P
Do "Remik <3": Brawo ja xD okey
Zegarek wskazywał godzinę 10.30 . Bartek w końcu podał mi upragnione śniadanie. Usiadł obok mnie uważnie mi się przyglądając.
- Dlaczego się patrzysz? - zapytałam biorąc kolejny kęs naleśnika.
- Bo wyglądasz jakoś inaczej- odparł.
- W sensie? - zaśmiałam się
- Tak jakoś ładniej - uśmiechnął się głupio.
- Czyli wcześniej byłam brzydka tak? - udałam oburzenie krzyżując ręce na piersiach.
- Nie o to mi chodziło - mruknął cicho lekko zakłopotany , a ja zaczęłam się śmiać. Odniosłam pusty talerzyk do kuchni.
- Idę! Wrócę jak będę! - oznajmiłam zakładając buty po czym wyszłam. Droga do domu chłopaka nie zajęła mi długo. Po mniej więcej 10 minutach byłam na miejscu. Od wejścia przywitał mnie Kampi.
Skierowałam się dalej w głąb posesji w poszukiwaniu Remka. Chłopak leżał na hamaku. Podeszłam bliżej niego po chwili zdając sobie sprawę że śpi.
- Wstawaj! - wrzasnęłam, a Remik zerwał się o mało nie spadając z hamaku. Wybuchłam głośnym śmiechem, którego nie mogłam opanować. Chłopak odwrócił się do mnie plecami udając obażonego.
- Nie obrażaj się no Remek - mruknęłam przytulając go.
- Proszę mnie puścić- powiedział obojętnie , a ja przytuliłam go jeszcze mocniej.
- Proszę mnie puścić - powtórzył trochę głośniej, ale zignorowałam jego prośbę. Chłopak wstał uwalniając się z mojego uścisku.
- To ja też się obrażam-mruknęłam siadając na krzesełku.
- A ty się obrażasz ponieważ? - zaśmiał się.
- Ponieważ ty się obraziłeś na mnie - odparłam bez emocji. Remek bez słowa usiadł obok mnie.
- No nie obrażaj się no Julka - powtórzył moje wcześniejsze słowa , na które nie zareagowałam. Zapadła nieprzyjemna cisza.
- To idziemy jeździć? - uśmiechnęłam się.
- Już się nie fochasz? - zapytał.
- Już mi przeszło, chodź! - złapałam go za rękę ciągnąc w stronę Quada.
- Masz zamiar jeździć w sukience? - zaśmiał się.
- Masz zamiar jeździć bez koszulki? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Nie będziesz jeździć w sukience- ton z jakim wypowiedział to zdanie był poważny i stanowczy.
- Bo? - spytałam lekko zdrażniona.
- Bo będzie ci zimno i będziesz chora- mruknął. Zdenerwowana ruszyłam w kierunku wyjścia.
- Gdzie ty idziesz? - zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Przed siebie - odparłam bez emocji.
- Nie obrażaj się - uśmiechnął się szeroko.
- Nie obrażam - powiedziałam próbując uwolnić rękę z jego uścisku.
- No dobra chodź - mruknął cicho lekko ciągnąc mnie w stronę maszyny.
- Jej! - krzyknęłam radośnie.
- Ale jak będziesz chora to nie to mnie miej pretensje! - poinformował pomagając mi wsiąść na Quada.
~*~
Po 10 minutach jazdy byliśmy już w lesie.
- Idź sobie tam usiądź , a ja sobie pojeżdżę - zaśmiał się wskazując na pobliski ogromny kamień leżący pod drzewem.
- Ale chamsko - walnęłam go w ramię po czym zeszłam z Quada i skierowałam się w strone kamienia.
Chłopak jeździł prawie pół godziny. Zdenerwowana siedziałam na kamieniu czekając aż łaskawie do mnie wróci. Po kolejnych kilku minutach bezczynnego siedzenia postanowiłam się przejść.
- Oby cię kurwa kamery nagrały... Płać mandaty bogaczu jebany - klnęłam pod nosem słysząc w oddali Quada. Po jakichś kolejnych 20 minutach wróciłam do swojego kamienia. Wyryłam na nim szkłem swoje imię więc jest mój. Chłopak stał koło maszyny grzebiąc coś w telefonie.
- Gdzie ty byłaś? - zapytał przejęty gdy mnie zobaczył.
- Na spacerze. Jakoś musiałam zabić czas czekając na ciebie ponad pół godziny - mruknęłam akcentujac ostatnie trzy słowa. Zrobiłam krok w jego stronę niezdarnie potykając się o niewielki kamień , jednak chłopak szybko zareagował i uchronił mnie od upadku. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej. Czułam jego oddech na swoich policzkach i cholernie bałam się tego co zaraz się wydarzy.
--------------------------------------------------
Hej słoneczka!
Nie spokojnie nie zapomniałam o was! Po prostu rozdziały będą teraz mniej więcej raz w tygodniu, bo muszę poogarniać parę spraw.
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba :) wszystkie opinie proszę pisać w sekcji komentarzy :P
Pamiętaj że...
Komentarze karmią wenę i moje chore uzależnienie czytania waszych opinii!
Czytasz = komentujesz
Komentujesz = motywujesz
Social media
Ask 👉 @juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat 👉 kukus_15
Facebook 👉 Facebook.com/JulKa1416
To do następnego! 😘
czwartek, 28 kwietnia 2016
środa, 20 kwietnia 2016
Rozdział #12
Dziewczyna nie zdążyła zareagować na czas. Dwa naboje wbiły jej się w klatkę piersiową powalając ją na ziemię. Wokół jej ciała utworzyła się kałuża krwi. Wszyscy patrzyli na nas z osłupieniem. Podbiegłam do Oliwki wykonując wszystkie etapy pierwszej pomocy, których nauczyłam się na EDB. Dziewczyna oddychała , ale była nieprzytomna.
- Niech ktoś kurwa wezwie karetkę!- wrzasnęłam , a po chwili słyszałam jak ktoś za mną wykonuje telefon na pogotowie. Szpital był niedaleko więc po kilku minutach karetka była już na miejscu.
- Kim jest ta dziewczyna? - zapytał jeden z ratowników przenosząc Oliwkę na nosze.
- Oliwia Tomczak - wydukałam przez łzy.
- Proszę powiadomić jej rodziców. Bierzemy ją do szpitala na Wojska polskiego- powiedział drugi po czym zamknął drzwi karetki. Pokiwałam twierdząco głową. Usiadłam na schodach i zalana łzami patrzyłam na odjeżdżającą karetkę.
**Kilka dni później **
Oliwia nadal nie wybudziła się ze śpiączki.
Lekarze dają małe szanse na to że przeżyje, ale ja wiem że z tego wyjdzie. Musi!
W pośpiechu wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wzięłam byle jakie ubrania nie zwracając uwagi na to czy będą one do siebie pasować. W szybkim tempie złożyłam wybrane ciuchy, wzięłam telefon i zeszłam na dół. Ubrałam buty i kurtkę i wyszłam z domu. Po 5 minutach byłam już w szpitalu. Na krzesełkach przy sali dziewczyny siedziała jej mama. Gdy podeszłam bliżej dostrzegłam że płacze.
- Pani Basiu co się stało? - zapytałam przejęta siadając obok niej, a kobieta zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Czy ty wiesz kto mógł jej to zrobić? - wydusiła przez łzy.
- Wiem- odparłam wyciągając telefon z kieszeni. Pokazałam mamie Oliwki smsy z groźbami.
- Zgodzisz się porozmawiać z Policją? - zapytała wyjmując z torebki chusteczkę.
- Pewnie że tak , ale... To dlatego pani płacze? - mruknęłam cicho, a kobieta znów wybuchła płaczem.
- Oliwka... Ona nie żyje - wybełkotała po czym wstała i pobiegła do łazienki.
- Nie! To jest kurwa niemożliwe! Ona nie może! Musi żyć! Jak ja mam żyć bez niej?! - wrzeszczałam sama do siebie również wybuchając płaczem. W jednym momencie moje życie się rozjebało. Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Ta szmata mi za to zapłaci.
Po kilkunastu minutach siedzenia na szpitalnym krześle wróciłam do domu. Straciłam ochotę na wszystko. Nie chciało mi się jeść, pić, spać... Nie chciało mi się żyć.
Kolejne kilka dni spędziłam zamknięta w swoim pokoju. Nie jadłam, nie spałam. Jedyne co robiłam to płakałam i się cięłam. Nie byłam w stanie iść nawet na pogrzeb. Bartek i Remek wiele razy próbowali dostać się do środka jednak bezskutecznie.
Dziś mija równy tydzień od śmierci Oliwki. Na dziś zaplanowałam sobie datę powrotu do przyjaciółki. Dziś chciałam zakończyć swoje nędzne życie bez Oliwii. Wzięłam do ręki szkolny cyrkiel, którym od tygodnia wykonywałam cięcia na nadgarstkach, udach i brzuchu. Dziś jednak zamierzałam przeciąć nim sobie jedną z głównych żył. Podniosłam wzrok ostatni raz rozglądając się po swoim pokoju. Drzwi balkonowe otworzyły się uderzając o ścianę tworząc tym samym przeciąg w pomieszczeniu. Wstałam z podłogi żeby je zamknąć przy okazji wyglądając na zewnątrz. W kącie siedziała skulona mała zapłakana dziewczynka. Zdezorientowana przetarłam oczy niedowierzając w to co widzę. Powolnym krokiem podeszłam i usiadłam obok dziecka.
- kim jesteś? Mruknęłam cicho spoglądając na nią.
- Masz w tej chwili wsiąść się w garść i przestać się ciąć bo to ci jej nie przywróci! Masz zacząć normalnie jeść i masz być szczęśliwa z nim! Ona sobie poradzi! A teraz przynieś mi coś do picia- wrzasnęła. Spojrzałam na nią zdezorientowana powoli analizując kazde jej słowo. Powoli wstałam kierując się do do pokoju po napój. Gdy wróciłam na balkon jej już nie było.
- Oliwka...- wymruczałam pod nosem wracając do pokoju. Wyrzuciłam cyrkiel do kosza po czym wyszłam z pokoju. Zeszłam do salonu ,w którym siedział Bartek z Remkiem. Po cichu podeszłam do brata i mocno go przytuliłam.
- Nigdy więcej mi tak nie rób- mruknął obejmując mnie. Pocięty nadgarstek dał o sobie znać strasznie boląc. Schowałam rękę za plecy w obawie ze zacznie ponownie krwawić. Nie umknęło to uwadze Remka który z zaskoczenia podwinął rękaw mojej bluzy ukazując ślady po cięciach. Oboje spojrzeli na mnie smutnym wzrokiem, a mnie zalało poczucie winy.
----------------------------------------------
Hej!
Tak wiem długo mnie nie było przepraszam... Po prostu nie miałam pomysłu na rozdział :( bardzo dziękuję anonimowi z Aska , który podpowiedział mi co napisać! 😘😘
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba! Zapraszam do oddawania swoich opinii w sekcji komentarzy.
Pamiętajcie że komentarze motywują i karmią wenę! :)
Social media
Ask 👉 @juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat 👉 kukus_15
Facebook 👉 Facebook.com/JulKa1416
M
- Niech ktoś kurwa wezwie karetkę!- wrzasnęłam , a po chwili słyszałam jak ktoś za mną wykonuje telefon na pogotowie. Szpital był niedaleko więc po kilku minutach karetka była już na miejscu.
- Kim jest ta dziewczyna? - zapytał jeden z ratowników przenosząc Oliwkę na nosze.
- Oliwia Tomczak - wydukałam przez łzy.
- Proszę powiadomić jej rodziców. Bierzemy ją do szpitala na Wojska polskiego- powiedział drugi po czym zamknął drzwi karetki. Pokiwałam twierdząco głową. Usiadłam na schodach i zalana łzami patrzyłam na odjeżdżającą karetkę.
**Kilka dni później **
Oliwia nadal nie wybudziła się ze śpiączki.
Lekarze dają małe szanse na to że przeżyje, ale ja wiem że z tego wyjdzie. Musi!
W pośpiechu wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wzięłam byle jakie ubrania nie zwracając uwagi na to czy będą one do siebie pasować. W szybkim tempie złożyłam wybrane ciuchy, wzięłam telefon i zeszłam na dół. Ubrałam buty i kurtkę i wyszłam z domu. Po 5 minutach byłam już w szpitalu. Na krzesełkach przy sali dziewczyny siedziała jej mama. Gdy podeszłam bliżej dostrzegłam że płacze.
- Pani Basiu co się stało? - zapytałam przejęta siadając obok niej, a kobieta zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Czy ty wiesz kto mógł jej to zrobić? - wydusiła przez łzy.
- Wiem- odparłam wyciągając telefon z kieszeni. Pokazałam mamie Oliwki smsy z groźbami.
- Zgodzisz się porozmawiać z Policją? - zapytała wyjmując z torebki chusteczkę.
- Pewnie że tak , ale... To dlatego pani płacze? - mruknęłam cicho, a kobieta znów wybuchła płaczem.
- Oliwka... Ona nie żyje - wybełkotała po czym wstała i pobiegła do łazienki.
- Nie! To jest kurwa niemożliwe! Ona nie może! Musi żyć! Jak ja mam żyć bez niej?! - wrzeszczałam sama do siebie również wybuchając płaczem. W jednym momencie moje życie się rozjebało. Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Ta szmata mi za to zapłaci.
Po kilkunastu minutach siedzenia na szpitalnym krześle wróciłam do domu. Straciłam ochotę na wszystko. Nie chciało mi się jeść, pić, spać... Nie chciało mi się żyć.
Kolejne kilka dni spędziłam zamknięta w swoim pokoju. Nie jadłam, nie spałam. Jedyne co robiłam to płakałam i się cięłam. Nie byłam w stanie iść nawet na pogrzeb. Bartek i Remek wiele razy próbowali dostać się do środka jednak bezskutecznie.
Dziś mija równy tydzień od śmierci Oliwki. Na dziś zaplanowałam sobie datę powrotu do przyjaciółki. Dziś chciałam zakończyć swoje nędzne życie bez Oliwii. Wzięłam do ręki szkolny cyrkiel, którym od tygodnia wykonywałam cięcia na nadgarstkach, udach i brzuchu. Dziś jednak zamierzałam przeciąć nim sobie jedną z głównych żył. Podniosłam wzrok ostatni raz rozglądając się po swoim pokoju. Drzwi balkonowe otworzyły się uderzając o ścianę tworząc tym samym przeciąg w pomieszczeniu. Wstałam z podłogi żeby je zamknąć przy okazji wyglądając na zewnątrz. W kącie siedziała skulona mała zapłakana dziewczynka. Zdezorientowana przetarłam oczy niedowierzając w to co widzę. Powolnym krokiem podeszłam i usiadłam obok dziecka.
- kim jesteś? Mruknęłam cicho spoglądając na nią.
- Masz w tej chwili wsiąść się w garść i przestać się ciąć bo to ci jej nie przywróci! Masz zacząć normalnie jeść i masz być szczęśliwa z nim! Ona sobie poradzi! A teraz przynieś mi coś do picia- wrzasnęła. Spojrzałam na nią zdezorientowana powoli analizując kazde jej słowo. Powoli wstałam kierując się do do pokoju po napój. Gdy wróciłam na balkon jej już nie było.
- Oliwka...- wymruczałam pod nosem wracając do pokoju. Wyrzuciłam cyrkiel do kosza po czym wyszłam z pokoju. Zeszłam do salonu ,w którym siedział Bartek z Remkiem. Po cichu podeszłam do brata i mocno go przytuliłam.
- Nigdy więcej mi tak nie rób- mruknął obejmując mnie. Pocięty nadgarstek dał o sobie znać strasznie boląc. Schowałam rękę za plecy w obawie ze zacznie ponownie krwawić. Nie umknęło to uwadze Remka który z zaskoczenia podwinął rękaw mojej bluzy ukazując ślady po cięciach. Oboje spojrzeli na mnie smutnym wzrokiem, a mnie zalało poczucie winy.
----------------------------------------------
Hej!
Tak wiem długo mnie nie było przepraszam... Po prostu nie miałam pomysłu na rozdział :( bardzo dziękuję anonimowi z Aska , który podpowiedział mi co napisać! 😘😘
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba! Zapraszam do oddawania swoich opinii w sekcji komentarzy.
Pamiętajcie że komentarze motywują i karmią wenę! :)
Social media
Ask 👉 @juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat 👉 kukus_15
Facebook 👉 Facebook.com/JulKa1416
M
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Rozdział #11
Przebudziłam się około godziny 19.00. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na wyświetlacz. 17 nieodebranych połączeń od "Remek :3" , 5 wiadomości od "Remek :3" 1 wiadomość od "numer prywatny" Postanowiłam najpierw odczytać wiadomość od jego dziewczyny.
Od "Numer prywatny": Miał o tobie zapomnieć szmato. Ktoś zapłaci za ciebie życiem no chyba że sama chcesz to zrobić :)
Co kurwa? Chce kogoś zabić? Psychopatka...
Wyświetliłam smsy od Remka , w których prosił o spotkanie i wytłumaczenie całej sytuacji. Chyba powinien wiedzieć z kim się spotyka...
Do "Remek :3" No dobra... Przyjdź, powiem ci o co chodzi
Zestresowana chodziłam w kółko po pokoju głęboko rozważając swoją decyzję. Rozmyślania jednak przerwało mi pukanie do drzwi.
- Otwarte - mruknęłam cicho, a drzwi otworzyły się. Do pokoju wszedł chłopak. Bez słowa wzięłam telefon do ręki pokazując mu wiadomości od numeru prywatnego.
- Kto ci to wysłał?- zapytał nie odrywając wzroku od tekstu.
- Twoja dziewczyna. Odwiedziła mnie w szpitalu i kazała się od ciebie odpierdolić- wydukałam , a z moich oczu wydostało się kilka łez. Odwróciłam się nie chcąc by kolejny raz musiał patrzeć jak płacze.
- Julka nie płacz - westchnął przytulając mnie.
- Puść... proszę idź już - wybełkotałam przez łzy. Chłopak wyraźnie posmutniał po czym wyszedł. Słyszałam jak odjeżdża jeszcze bardziej zalewając się łzami. Telefon zaczął wibrować na stoliku. Podeszłam do niego sprawdzając czego tym razem chce ode mnie ten pojebany świat.
Od "Numer prywatny" W ogóle mnie nie słuchasz skarbie... Nie mam już do ciebie cierpliwości wiesz? Może jak ci zabiorę kogoś na kim ci zależy to się ogarniesz?
Do "Numer prywatny" jeb się... Rób co chcesz! Mam wyjebane!
Zalana łzami zeszłam na dół. Zobaczyłam tam Inge.
- Królewno dlaczego płaczesz? - podbiegła do mnie i mocno przytuliła.
- Nie , nic ja... Pokłóciłam się z kolegą - skłamałam.
- Nie płacz. Nie jest warty twoich łez- uśmiechnęła się. Pokiwałam twierdząco głową. Do salonu wszedł Bartek.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytałam.
- Tak , a ty nie spal domu , nie rób imprez, nie zapraszaj żadnych chłopaków i przede wszystkim nie płacz- pocałował mnie w czoło.
- Jaki uroczy- mruknęła Inga po czym oboje wyszli.
- Zajebiście Julka. Zostałaś Sama... Zupełnie Sama... - mruknęłam sama do siebie chwilę później słysząc dzwonek do drzwi. Podeszłam do drzwi następnie je otwierając. Stała za nimi Oliwka.
- Mam lody, chipsy, zajebisty film, chusteczki i oczywiście herbatę. Wszystko? - spytała wchodząc do środka.
- Ale skąd ty wiesz? - zapytałam zdezorientowana patrząc jak wykłada na stolik wszystkie wymienione rzeczy.
- Po prostu wiem - uśmiechnęła się.
- Kocham cię głupku. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła - podeszłam do niej i przytuliłam.
- Też cię kocham Lusia - odparła. Usiadłyśmy na kanapie włączając przeniesiony przez Oliwke film. Był to "Łowca i królowa lodu". Był nawet fajny mimo że w ogóle nie umiałam się na nim skupić. Lody znikały w ekspresowym tempie podobnie jak chipsy. W końcu miałam czas żeby pogadać z przyjaciółką o wszystkim.
- Zostań na noc- zaproponowałam widząc która jest godzina.
- Skąd ja wiedziałam że to zaproponujesz?- zaśmiała się. Poszłyśmy do mojego pokoju wcześniej sprzątając pozostawiony przez nas syf. W szybkim tempie obie się wykąpałyśmy i przebrałyśmy w piżamy. Kiedy kładłyśmy się spać było coś po 02.00 w nocy.
Rano obudził mnie telefon. Wyłączyłam alarm spoglądając na Oliwke , która jeszcze smacznie spała.
-Wstawaaj! - wrzasnęłam na cały głos, a przyjaciółka omal nie spadła z łóżka.
- Nie krzycz- Mruknęła podnosząc się z łóżka. Również podniosłam się z łóżka po czym podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czarne rurki z dziurami w kolanach, biały t-shirt oraz czerwoną koszule w kratę.
- Wybierz sobie coś - powiedziałam wychodząc z pokoju. Ubrałam wcześniej wybrane ciuchy i zrobiłam lekki makijaż. Gdy obie byłyśmy już gotowe wyszłyśmy z domu kierując się do szkoły. Droga minęła nam zadziwiająco szybko. Gdy stałam już na szkolnych schodach mój telefon dał o sobie znać wibrując.
Od "Numer prywatny" Pożegnaj się ze swoja Oliwką"
Chwile później dostrzegłam osobę ubraną na czarno w kominiarce z pistoletem w dłoniach. Usłyszałam dwa głośne strzały.
- Oliwka padnij!- wydarłam się.
---------------------------
Hej! :*
No... Dzieje się dużo :D mam nadzieję że się podoba :) zapraszam do komentowania! Jesteśmy bardzo blisko 2000 wyświetleń! Pamiętajcie że każdy komentarz i każde wyświetlanie to uśmiech na mojej mordce i motywacja do dalszego pisania!
Social media :
Ask 👉@juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat👉 kukus_15
Facebook 👉/JulKa1416
To pa! :*
Od "Numer prywatny": Miał o tobie zapomnieć szmato. Ktoś zapłaci za ciebie życiem no chyba że sama chcesz to zrobić :)
Co kurwa? Chce kogoś zabić? Psychopatka...
Wyświetliłam smsy od Remka , w których prosił o spotkanie i wytłumaczenie całej sytuacji. Chyba powinien wiedzieć z kim się spotyka...
Do "Remek :3" No dobra... Przyjdź, powiem ci o co chodzi
Zestresowana chodziłam w kółko po pokoju głęboko rozważając swoją decyzję. Rozmyślania jednak przerwało mi pukanie do drzwi.
- Otwarte - mruknęłam cicho, a drzwi otworzyły się. Do pokoju wszedł chłopak. Bez słowa wzięłam telefon do ręki pokazując mu wiadomości od numeru prywatnego.
- Kto ci to wysłał?- zapytał nie odrywając wzroku od tekstu.
- Twoja dziewczyna. Odwiedziła mnie w szpitalu i kazała się od ciebie odpierdolić- wydukałam , a z moich oczu wydostało się kilka łez. Odwróciłam się nie chcąc by kolejny raz musiał patrzeć jak płacze.
- Julka nie płacz - westchnął przytulając mnie.
- Puść... proszę idź już - wybełkotałam przez łzy. Chłopak wyraźnie posmutniał po czym wyszedł. Słyszałam jak odjeżdża jeszcze bardziej zalewając się łzami. Telefon zaczął wibrować na stoliku. Podeszłam do niego sprawdzając czego tym razem chce ode mnie ten pojebany świat.
Od "Numer prywatny" W ogóle mnie nie słuchasz skarbie... Nie mam już do ciebie cierpliwości wiesz? Może jak ci zabiorę kogoś na kim ci zależy to się ogarniesz?
Do "Numer prywatny" jeb się... Rób co chcesz! Mam wyjebane!
Zalana łzami zeszłam na dół. Zobaczyłam tam Inge.
- Królewno dlaczego płaczesz? - podbiegła do mnie i mocno przytuliła.
- Nie , nic ja... Pokłóciłam się z kolegą - skłamałam.
- Nie płacz. Nie jest warty twoich łez- uśmiechnęła się. Pokiwałam twierdząco głową. Do salonu wszedł Bartek.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytałam.
- Tak , a ty nie spal domu , nie rób imprez, nie zapraszaj żadnych chłopaków i przede wszystkim nie płacz- pocałował mnie w czoło.
- Jaki uroczy- mruknęła Inga po czym oboje wyszli.
- Zajebiście Julka. Zostałaś Sama... Zupełnie Sama... - mruknęłam sama do siebie chwilę później słysząc dzwonek do drzwi. Podeszłam do drzwi następnie je otwierając. Stała za nimi Oliwka.
- Mam lody, chipsy, zajebisty film, chusteczki i oczywiście herbatę. Wszystko? - spytała wchodząc do środka.
- Ale skąd ty wiesz? - zapytałam zdezorientowana patrząc jak wykłada na stolik wszystkie wymienione rzeczy.
- Po prostu wiem - uśmiechnęła się.
- Kocham cię głupku. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła - podeszłam do niej i przytuliłam.
- Też cię kocham Lusia - odparła. Usiadłyśmy na kanapie włączając przeniesiony przez Oliwke film. Był to "Łowca i królowa lodu". Był nawet fajny mimo że w ogóle nie umiałam się na nim skupić. Lody znikały w ekspresowym tempie podobnie jak chipsy. W końcu miałam czas żeby pogadać z przyjaciółką o wszystkim.
- Zostań na noc- zaproponowałam widząc która jest godzina.
- Skąd ja wiedziałam że to zaproponujesz?- zaśmiała się. Poszłyśmy do mojego pokoju wcześniej sprzątając pozostawiony przez nas syf. W szybkim tempie obie się wykąpałyśmy i przebrałyśmy w piżamy. Kiedy kładłyśmy się spać było coś po 02.00 w nocy.
Rano obudził mnie telefon. Wyłączyłam alarm spoglądając na Oliwke , która jeszcze smacznie spała.
-Wstawaaj! - wrzasnęłam na cały głos, a przyjaciółka omal nie spadła z łóżka.
- Nie krzycz- Mruknęła podnosząc się z łóżka. Również podniosłam się z łóżka po czym podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czarne rurki z dziurami w kolanach, biały t-shirt oraz czerwoną koszule w kratę.
- Wybierz sobie coś - powiedziałam wychodząc z pokoju. Ubrałam wcześniej wybrane ciuchy i zrobiłam lekki makijaż. Gdy obie byłyśmy już gotowe wyszłyśmy z domu kierując się do szkoły. Droga minęła nam zadziwiająco szybko. Gdy stałam już na szkolnych schodach mój telefon dał o sobie znać wibrując.
Od "Numer prywatny" Pożegnaj się ze swoja Oliwką"
Chwile później dostrzegłam osobę ubraną na czarno w kominiarce z pistoletem w dłoniach. Usłyszałam dwa głośne strzały.
- Oliwka padnij!- wydarłam się.
---------------------------
Hej! :*
No... Dzieje się dużo :D mam nadzieję że się podoba :) zapraszam do komentowania! Jesteśmy bardzo blisko 2000 wyświetleń! Pamiętajcie że każdy komentarz i każde wyświetlanie to uśmiech na mojej mordce i motywacja do dalszego pisania!
Social media :
Ask 👉@juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat👉 kukus_15
Facebook 👉/JulKa1416
To pa! :*
sobota, 9 kwietnia 2016
Rozdział #10
W szpitalu siedzę już prawie tydzień. Rany na nadgarstku zdążyły się już zabliźnić , a poziom krwi w moim organizmie jest już stabilny. Lekarz po porannym obchodzie stwierdził że mogę już iść do domu. Słysząc to od razu wykonałam telefon do Bartka.
- Możesz mnie stąd zabrać!- krzyknęłam radośnie gdy brat odebrał.
- Będę tak za półtorej godziny Okey? Załatwie coś i zaraz u ciebie jestem- poinformował.
- Okey to pa - mruknęłam po czym się rozłączyłam. Postanowiłam zacząć się już pakować. Pod łóżkiem znalazłam torbę , do której włożyłam wszystkie swoje rzeczy. Przebrałam się w swoje ubrania zostawiając szpitalny strój w toalecie. Usiadłam na łóżku spoglądając na zegarek wskazujący godzinę 12.00 gdy drzwi do sali otwarły się. Stała w nich ta sama dziewczyna , którą ostatnio widziałam u Remka.
- Hej Martyna jestem - uśmiechnęła się szeroko podając mi dłoń.
- Julka - mruknęłam zdezorientowana.
- Powiesz mi co cię łączy z Remkiem? - dziewczyna dalej się uśmiechała.
- Ja... My... Jesteśmy przyjaciółmi- wybełkotałam , a dziewczyna posłała mi złowrogie spojrzenie.
- W takim razie odjeb sie od niego dobra? On kocha mnie więc łaskawie nie rozpierdalaj mi związku - warknęła.
- Sama go sobie rozpierdalasz skarbie- uśmiechnęłam się wrednie.
- Co proszę? - udała zaskoczoną rzucając torebkę na krzesło.
- W sumie mu się nie dziwię. Ja na jego miejscu dawno wyjebałabym taką ździrowatą laskę- kontynuowałam swoje obelgi.
- Ale wyjebie te tnącą się , zakompleksioną cnotke - syknęła.
- Lepsza cnotka niż puszczalska kurwa- warknęłam. Dziewczynie najwidoczniej zabrakło argumentów bo wyszła trzaskając drzwiami. Zaśmiałam się sama do siebie z całej tej sytuacji chwytając telefon.
Do"Remek :3" : Twoja dziewczyna mnie nawiedza xDD"
Od "Remek :3" : była u ciebie?
Do "Remek :3" : wbij po południu to ci wszystko opowiem :)"
Nie otrzymałam odpowiedzi. Do przyjazdu Bartka zostało mi jeszcze pół godziny. Postanowiłam iść do Ingi. Znalazłam ją w pokoju pielęgniarek.
- O hej królewno - powiedziała gdy usiadłam obok niej.
- Hej. Idę dzisiaj do domu!- odparłam entuzjastycznie tuląc się do niej.
- Nie zostawiaj mnie! - zrobiła smutną minę.
- Masz mnie przeciez na facebooku , jak coś to pisz! A tak w ogole to opowiem ci coś- opowiedziałam dziewczynie całą sytuację , która miała miejsce rano. Inga z niedowierzaniem i rozbawieniem na twarzy słuchała tej jakże ciekawej historii.
- Do czego to dochodzi w dzisiejszych czasach- zaśmiała się. Drzwi do pokoju pielęgniarek otworzyły się , a do pomieszczenia wszedł Bartek.
- Czy ty mi zawsze musisz uciekać? - zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Muszę. Em... Inga to jest Bartek. Bartek to jest Inga - przedstawiłam ich sobie nawzajem. Poczułam się trochę niezręcznie widząc że wpatrują się w siebie jak w obrazki.
- To ja może pójdę po torbę - mruknęłam jednak nikt nie zareagował. Szybko opuściłam pomieszczenie kierując się w stronę swojego pokoju. Zabrałam z niej torbę i swój telefon , który leżał na łóżku. Spojrzałam na wyświetlacz informujący o tym ze dostałam wiadomość. Postanowiłam ją zignorować i wrócić do brata.
- Bartek idziemy!- próbowałam odciągnąć go od pielęgniarki jednak bezskutecznie.
- Masz , zaraz przyjdę - powiedział bez emocji rzucając mi kluczyki od samochodu.
- A wypis masz? - mruknęłam.
- Mam, idź już sobie - wyganiał mnie. Wzięłam torbę do ręki i udałam się do samochodu.
Schowałam torbę do bagażnika chwile później rozsiadając się w aucie. Wyjęłam z kieszeni telefon z zamiarem odczytania wiadomości.
Od "numer prywatny" : Słuchaj królewno , lepiej odpierdol się od Remka bo inaczej cała twoja szkoła to zobaczy :)
Pod tekstem umieszczone były nagie zdjęcia z wklejoną moją twarzą. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Do samochodu wsiadł Bartek głupio się uśmiechając.
- Ej co sie stało? - zapytał widząc przerażenie w moich oczach.
-Nie nic. Jedź już - mruknęłam , a chłopak tak jak prosiłam ruszył. Po kilku minutach byliśmy juz w domu. Pobiegłam do swojego pokoju zamykając drzwi. Położyłam się na łóżku tuląc się do mojego misia. Po chwili dostałam kolejnego sms'a.
Od "numer prywatny" : chłopaki ze szkoły na pewno się ucieszą kiedy ktoś wyśle im link do twojej stronki erotycznej :*
Czytając te wiadomość łzy spływały po moich policzkach. Nie mogłam dopuścić aby ktokolwiek dostał te przerobione zdjęcia albo link do fałszywej strony.
Do " numer prywatny" Dobrze... Odjebie się , więcej mnie z nim nie zobaczysz. Ale nie wysyłaj tego nikomu...
Od "numer prywatny" miło było. Pa
Nie odpowiedziałam. Siedziałam i myślałam co mam powiedzieć Remkowi. W końcu wzięłam telefon i napisałam wiadomość.
Do "Remek :3" nie przychódź dzisiaj. W ogóle juz nie przychódź.... Przepraszam :( pa
Od "Remek :3" Ale dlaczego? Jak to? Co się stało?
Do "Remek :3" po prostu ... Nic sie nie stało. Pa...
Nie otrzymałam już odpowiedzi. Nie chciałam zrywać z nim kontaktu , ale musiałam... Mam nadzieje że zrozumie.
Zdołowana zaistniałą sytuacją , przytuliłam się do misia i zasnęłam.
-------------------------------------------
Hej!
Nie jestem jakoś przekonana co do tego rozdziału :/ no ale jest. Mam nadzieje że chociaż wam się spodoba.
SŁONECZKA! MAMY JUŻ 1603 WYŚWIETLENIA NA BLOGU!! DZIĘKUJE Z CAŁEGO SERDUSZKA! ❤❤
- Możesz mnie stąd zabrać!- krzyknęłam radośnie gdy brat odebrał.
- Będę tak za półtorej godziny Okey? Załatwie coś i zaraz u ciebie jestem- poinformował.
- Okey to pa - mruknęłam po czym się rozłączyłam. Postanowiłam zacząć się już pakować. Pod łóżkiem znalazłam torbę , do której włożyłam wszystkie swoje rzeczy. Przebrałam się w swoje ubrania zostawiając szpitalny strój w toalecie. Usiadłam na łóżku spoglądając na zegarek wskazujący godzinę 12.00 gdy drzwi do sali otwarły się. Stała w nich ta sama dziewczyna , którą ostatnio widziałam u Remka.
- Hej Martyna jestem - uśmiechnęła się szeroko podając mi dłoń.
- Julka - mruknęłam zdezorientowana.
- Powiesz mi co cię łączy z Remkiem? - dziewczyna dalej się uśmiechała.
- Ja... My... Jesteśmy przyjaciółmi- wybełkotałam , a dziewczyna posłała mi złowrogie spojrzenie.
- W takim razie odjeb sie od niego dobra? On kocha mnie więc łaskawie nie rozpierdalaj mi związku - warknęła.
- Sama go sobie rozpierdalasz skarbie- uśmiechnęłam się wrednie.
- Co proszę? - udała zaskoczoną rzucając torebkę na krzesło.
- W sumie mu się nie dziwię. Ja na jego miejscu dawno wyjebałabym taką ździrowatą laskę- kontynuowałam swoje obelgi.
- Ale wyjebie te tnącą się , zakompleksioną cnotke - syknęła.
- Lepsza cnotka niż puszczalska kurwa- warknęłam. Dziewczynie najwidoczniej zabrakło argumentów bo wyszła trzaskając drzwiami. Zaśmiałam się sama do siebie z całej tej sytuacji chwytając telefon.
Do"Remek :3" : Twoja dziewczyna mnie nawiedza xDD"
Od "Remek :3" : była u ciebie?
Do "Remek :3" : wbij po południu to ci wszystko opowiem :)"
Nie otrzymałam odpowiedzi. Do przyjazdu Bartka zostało mi jeszcze pół godziny. Postanowiłam iść do Ingi. Znalazłam ją w pokoju pielęgniarek.
- O hej królewno - powiedziała gdy usiadłam obok niej.
- Hej. Idę dzisiaj do domu!- odparłam entuzjastycznie tuląc się do niej.
- Nie zostawiaj mnie! - zrobiła smutną minę.
- Masz mnie przeciez na facebooku , jak coś to pisz! A tak w ogole to opowiem ci coś- opowiedziałam dziewczynie całą sytuację , która miała miejsce rano. Inga z niedowierzaniem i rozbawieniem na twarzy słuchała tej jakże ciekawej historii.
- Do czego to dochodzi w dzisiejszych czasach- zaśmiała się. Drzwi do pokoju pielęgniarek otworzyły się , a do pomieszczenia wszedł Bartek.
- Czy ty mi zawsze musisz uciekać? - zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Muszę. Em... Inga to jest Bartek. Bartek to jest Inga - przedstawiłam ich sobie nawzajem. Poczułam się trochę niezręcznie widząc że wpatrują się w siebie jak w obrazki.
- To ja może pójdę po torbę - mruknęłam jednak nikt nie zareagował. Szybko opuściłam pomieszczenie kierując się w stronę swojego pokoju. Zabrałam z niej torbę i swój telefon , który leżał na łóżku. Spojrzałam na wyświetlacz informujący o tym ze dostałam wiadomość. Postanowiłam ją zignorować i wrócić do brata.
- Bartek idziemy!- próbowałam odciągnąć go od pielęgniarki jednak bezskutecznie.
- Masz , zaraz przyjdę - powiedział bez emocji rzucając mi kluczyki od samochodu.
- A wypis masz? - mruknęłam.
- Mam, idź już sobie - wyganiał mnie. Wzięłam torbę do ręki i udałam się do samochodu.
Schowałam torbę do bagażnika chwile później rozsiadając się w aucie. Wyjęłam z kieszeni telefon z zamiarem odczytania wiadomości.
Od "numer prywatny" : Słuchaj królewno , lepiej odpierdol się od Remka bo inaczej cała twoja szkoła to zobaczy :)
Pod tekstem umieszczone były nagie zdjęcia z wklejoną moją twarzą. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Do samochodu wsiadł Bartek głupio się uśmiechając.
- Ej co sie stało? - zapytał widząc przerażenie w moich oczach.
-Nie nic. Jedź już - mruknęłam , a chłopak tak jak prosiłam ruszył. Po kilku minutach byliśmy juz w domu. Pobiegłam do swojego pokoju zamykając drzwi. Położyłam się na łóżku tuląc się do mojego misia. Po chwili dostałam kolejnego sms'a.
Od "numer prywatny" : chłopaki ze szkoły na pewno się ucieszą kiedy ktoś wyśle im link do twojej stronki erotycznej :*
Czytając te wiadomość łzy spływały po moich policzkach. Nie mogłam dopuścić aby ktokolwiek dostał te przerobione zdjęcia albo link do fałszywej strony.
Do " numer prywatny" Dobrze... Odjebie się , więcej mnie z nim nie zobaczysz. Ale nie wysyłaj tego nikomu...
Od "numer prywatny" miło było. Pa
Nie odpowiedziałam. Siedziałam i myślałam co mam powiedzieć Remkowi. W końcu wzięłam telefon i napisałam wiadomość.
Do "Remek :3" nie przychódź dzisiaj. W ogóle juz nie przychódź.... Przepraszam :( pa
Od "Remek :3" Ale dlaczego? Jak to? Co się stało?
Do "Remek :3" po prostu ... Nic sie nie stało. Pa...
Nie otrzymałam już odpowiedzi. Nie chciałam zrywać z nim kontaktu , ale musiałam... Mam nadzieje że zrozumie.
Zdołowana zaistniałą sytuacją , przytuliłam się do misia i zasnęłam.
-------------------------------------------
Hej!
Nie jestem jakoś przekonana co do tego rozdziału :/ no ale jest. Mam nadzieje że chociaż wam się spodoba.
SŁONECZKA! MAMY JUŻ 1603 WYŚWIETLENIA NA BLOGU!! DZIĘKUJE Z CAŁEGO SERDUSZKA! ❤❤
Miałam was o tym poinformować wcześniej ale zupełnie o tym zapomniałam przez to wszystko co teraz dzieje się w moim życiu :( w każdym razie dziękuję 😘
Social Media:
Ask 👉 @juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat 👉 kukus_15
Facebook 👉 Facebook.com/JulKa1416
czwartek, 7 kwietnia 2016
Rozdział #9
Przed nami stała dziewczyna. Z wyglądu przypominała panią lekkich obyczajów. Na oko 16-17 lat. Ja na prawdę rozumiem że dzisiaj jest ciepło ale mamy luty... Dziewczyna ubrana była w cienką , lekką sukienkę i buty na obcasie.
- To ja wam nie będę przeszkadzać - mruknęła ironicznie odwracając się na pięcie. Chłopak szybko podniósł się z trawy i pośpieszył za nią. Przekonywał ją do czegoś wymachując rękoma. Po chwili dał jej buziaka w nos i mocno do siebie przytulił. Poczułam mocne ukucie w sercu , a moje ciało ogarnęła złość. Wstałam z ziemi i ruszyłam w kierunku furtki bez słowa pożegnania. Czy ja jestem zazdrosna? Nie , na pewno nie. Przecież nie mam o co być zazdrosna! To tylko przyjaciel... Szłam szybkim krokiem ze spuszczoną głową z trudem powstrzymując łzy. Dotarłam do domu i w ekspresowym tempie znalazłam się w swoim pokoju tuląc głowę do poduszki. Pozwoliłam by łzy opuściły moje oczy i rozpoczęły wędrówkę po mojej twarzy. Szlochanie w poduszkę przerwał mi mój brat.
- Co się stało Lusia? - zapytał przejęty podchodząc bliżej łóżka.
- Nic , wyjdź stąd , chce być sama- mruknęłam pociągając nosem.
- Masz mi powiedzieć co się stało!- nalegał.
- I tak ci nie powiem , idź sobie - odparłam. Bartek po chwili namysłu poddał się i opuścił mój pokój. Usiadłam na łóżku tuląc do siebie poduszkę. Rozmyślałam o tym wszystkim. "Przecież ja nie mogę być w nim zakochana... On ma dziewczyne. To i tak by się nie udało. Z drugiej strony nie wiem co on myśli o mnie..." Moje myśli biły się ze sobą. Byłam rozbita. Zdałam sobie sprawę że moje serce wybrało właśnie jego , chłopaka który ma dziewczynę i nigdy nie spojrzy na mnie inaczej niż jak na przyjaciółkę.
"Nie dam rady... Nie będę w stanie patrzeć jak miziają się przy mnie , a nie chce zrywać z nim kontaktu. Pozostaje mi tylko..." Wstałam z łóżka kierując się w stronę łazienki. Rozejrzałam się dokładnie czy nikogo nie ma i weszłam do środka. Usiadłam na ziemi biorąc do ręki żyletke. Popatrzyłam na nią wyłączając swoje myślenie. Łzy kapały na mój nadgarstek , do którego przyłożyłam żyletke. Powoli przejechałam nią po skórze rozcinając ją. Patrzyłam jak stróżka krwi rozlewa się po ręce kończąc swoją drogę na podłodze. Uśmiechnęłam się sama do siebie przez łzy wykonując kolejne cięcia. Po kilku minutach utraciłam tyle krwi że ledwo trzymałam się w pionie. Po wykonaniu ostatniego cięcia utraciłam równowagę upadając głową na ziemie. Zamknęłam oczy powoli pogrążając się w śnie. Słyszałam otwierające się drzwi od łazienki oraz rozmowę jakichś osób. Poczułam czyjąś dłoń na policzku po czym zasnęłam.
Obudziłam się sama w ciemnym pomieszczeniu. Rozejrzałam się dookoła dostrzegając wiszący obok mnie worek z czerwonym płynem , do którego byłam podłączona. Chwile później do pokoju wszedł lekarz.
- O! Obudziła się pani! To pozwoli pani ze panią zbadam- uśmiechnął się podchodząc do mnie następnie przykładając do mojej klatki piersiowej stetoskop.
- jak długo spałam?- mruknęłam patrząc na skupionego lekarza.
- pięć dni - odparł składając przyrząd na szyi - Na korytarzu czeka dwóch panów. Wpuścić ich? - zapytał na co pokiwałam twierdząco głową. Lekarz opuścił pomieszczenie a do środka wszedł Bartek.
- Czy ty chcesz Lusia żebym ja zawału dostał? - zrobił głupią minę po czym usiadł na krześle obok łóżka.
- Przepraszam- spuściłam głowę.
- Nie rób tak więcej Okey? - mruknął po czym mnie przytulił.
-Ał!- wrzasnęłam , a Bartek szybko odsunął się ode mnie. Spojrzałam na swój nadgarstek owinięty grubą warstwą bandaży.
-Co sie dzieje?- zapytał zmartwiony.
- Ręka... Boli. - powiedziałam cicho podnosząc wzrok na kąpiąca krew. Posłałam Bartkowi pytające spojrzenie , ale ten milczał. Siedzieliśmy chwile w niezręcznej ciszy , którą brat postanowił przerwać.
- Na korytarzu czeka Remek... Może z nim będziesz chciała pogadać?- zapytał powoli podnosząc się z krzesła.
- Myślałam że nie chcesz żebyśmy utrzymywali kontakt - spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Przejął się tym co się stało... Martwi się- mruknął opuszczając sale. Siedziałam chwilę sama w ciszy. Zastanawiałam się co mam mu powiedzieć. "Hej Remek chciałam się zabić bo cie kocham a ty masz dziewczynę"? Przecież to bez sensu. Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwierających się drzwi , w których stanął Remek.
- Hej - powiedział radośnie się uśmiechając.
- Oo komuś humorek dopisuje- zaśmiałam się.
- Bo się obudziłaś! W końcu! Słuchaj ja rozumiem ze spanie jest fajne ale bez przesady! Pięć dni?- śmiał się a ja razem z nim. Przytulił mnie mocno , a moja ręka ponownie dawała o sobie znać cholernie boląc. Zignorowałam go jednak , bo byłam z nim. Chłopak usiadł na krześle głupio się uśmiechając.
-Ja... Przepraszam - powiedziałam cicho kierując wzork w inną stronę.
- Powiedz mi po co? Co takiego się stało? - jego mina momentalnie spowarzniała.
- Nie pytaj... Nie chce o tym rozmawiać- mruknęłam , a z oczu pociekło mi kilka łez.
- Mała nie płacz- odparł uroczo. Już miałam coś powiedzieć , ale zadzwonił jego telefon. Chłopak go jednak zignorował.
- Odbierz- mruknęłam kiedy słynna melodia iPhone powtórzyła się trzeci raz. Remek zgodnie z moim poleceniem odebrał telefon.
- Halo?... W szpitalu... Tak...Chyba mam prawo ją odwiedzić tak?... Proszę bardzo! Idź!... W ogóle słońce. Mam wyjebane!- wrzasnął na cały głos rozłączając się - Przepraszam mała ale pójdę już , jutro wpadne- dodał po czym wyszedł. Siedziałam tępo gapiąc się przed siebie. Próbowałam znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Czyżby rozmawiał ze swoją dziewczyną? Jeśli tak to chyba nie za bardzo im się układa... Do pokoju weszła pielęgniarka. Była młoda na oko 20-22 lata. Spojrzała na mnie zmartwiona.
- Wszystko Okey? - zapytała.
- Nie - odparłam dalej patrząc przed siebie.
- Chcesz pogadać? - mruknęła odłączając ode mnie wężyk łączący mnie z kroplówką.
- Chce pani słuchać moich idiotycznych problemów? - zaśmiałam się ironicznie.
- Jeśli ma ci to pomóc. Zaraz wrócę - powiedziała i wyszła po chwili wracając.
- Inga jestem. Powiesz co się stało? - uśmiechnęła się szeroko , a ja opowiedziałam jej o wszystkim.
-------------------------------------------
Hej!
Wrociłam!
Jestem już!
Może w nie najlepszym humorze ale wrociłam. Postanowiłam trochę namieszać w uroczej historii dodając jeden czarny charakter. W ogóle zrobiłam drame... Sory taki mamy klimat :) a ja mam taki humor! Niby jest Okey ale jednak nie jest... Mam nadzieję ze rozdział się podoba :) ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
SOCJAL MEDIA :
ASK 👉 @juleczka3455
INSTAGRAM 👉 ruuuuudolf
FACEBOOK 👉 /JulKa1416
SNAPCHAT 👉 kukus_15
To do zobaczenia!
😘😘
- To ja wam nie będę przeszkadzać - mruknęła ironicznie odwracając się na pięcie. Chłopak szybko podniósł się z trawy i pośpieszył za nią. Przekonywał ją do czegoś wymachując rękoma. Po chwili dał jej buziaka w nos i mocno do siebie przytulił. Poczułam mocne ukucie w sercu , a moje ciało ogarnęła złość. Wstałam z ziemi i ruszyłam w kierunku furtki bez słowa pożegnania. Czy ja jestem zazdrosna? Nie , na pewno nie. Przecież nie mam o co być zazdrosna! To tylko przyjaciel... Szłam szybkim krokiem ze spuszczoną głową z trudem powstrzymując łzy. Dotarłam do domu i w ekspresowym tempie znalazłam się w swoim pokoju tuląc głowę do poduszki. Pozwoliłam by łzy opuściły moje oczy i rozpoczęły wędrówkę po mojej twarzy. Szlochanie w poduszkę przerwał mi mój brat.
- Co się stało Lusia? - zapytał przejęty podchodząc bliżej łóżka.
- Nic , wyjdź stąd , chce być sama- mruknęłam pociągając nosem.
- Masz mi powiedzieć co się stało!- nalegał.
- I tak ci nie powiem , idź sobie - odparłam. Bartek po chwili namysłu poddał się i opuścił mój pokój. Usiadłam na łóżku tuląc do siebie poduszkę. Rozmyślałam o tym wszystkim. "Przecież ja nie mogę być w nim zakochana... On ma dziewczyne. To i tak by się nie udało. Z drugiej strony nie wiem co on myśli o mnie..." Moje myśli biły się ze sobą. Byłam rozbita. Zdałam sobie sprawę że moje serce wybrało właśnie jego , chłopaka który ma dziewczynę i nigdy nie spojrzy na mnie inaczej niż jak na przyjaciółkę.
"Nie dam rady... Nie będę w stanie patrzeć jak miziają się przy mnie , a nie chce zrywać z nim kontaktu. Pozostaje mi tylko..." Wstałam z łóżka kierując się w stronę łazienki. Rozejrzałam się dokładnie czy nikogo nie ma i weszłam do środka. Usiadłam na ziemi biorąc do ręki żyletke. Popatrzyłam na nią wyłączając swoje myślenie. Łzy kapały na mój nadgarstek , do którego przyłożyłam żyletke. Powoli przejechałam nią po skórze rozcinając ją. Patrzyłam jak stróżka krwi rozlewa się po ręce kończąc swoją drogę na podłodze. Uśmiechnęłam się sama do siebie przez łzy wykonując kolejne cięcia. Po kilku minutach utraciłam tyle krwi że ledwo trzymałam się w pionie. Po wykonaniu ostatniego cięcia utraciłam równowagę upadając głową na ziemie. Zamknęłam oczy powoli pogrążając się w śnie. Słyszałam otwierające się drzwi od łazienki oraz rozmowę jakichś osób. Poczułam czyjąś dłoń na policzku po czym zasnęłam.
Obudziłam się sama w ciemnym pomieszczeniu. Rozejrzałam się dookoła dostrzegając wiszący obok mnie worek z czerwonym płynem , do którego byłam podłączona. Chwile później do pokoju wszedł lekarz.
- O! Obudziła się pani! To pozwoli pani ze panią zbadam- uśmiechnął się podchodząc do mnie następnie przykładając do mojej klatki piersiowej stetoskop.
- jak długo spałam?- mruknęłam patrząc na skupionego lekarza.
- pięć dni - odparł składając przyrząd na szyi - Na korytarzu czeka dwóch panów. Wpuścić ich? - zapytał na co pokiwałam twierdząco głową. Lekarz opuścił pomieszczenie a do środka wszedł Bartek.
- Czy ty chcesz Lusia żebym ja zawału dostał? - zrobił głupią minę po czym usiadł na krześle obok łóżka.
- Przepraszam- spuściłam głowę.
- Nie rób tak więcej Okey? - mruknął po czym mnie przytulił.
-Ał!- wrzasnęłam , a Bartek szybko odsunął się ode mnie. Spojrzałam na swój nadgarstek owinięty grubą warstwą bandaży.
-Co sie dzieje?- zapytał zmartwiony.
- Ręka... Boli. - powiedziałam cicho podnosząc wzrok na kąpiąca krew. Posłałam Bartkowi pytające spojrzenie , ale ten milczał. Siedzieliśmy chwile w niezręcznej ciszy , którą brat postanowił przerwać.
- Na korytarzu czeka Remek... Może z nim będziesz chciała pogadać?- zapytał powoli podnosząc się z krzesła.
- Myślałam że nie chcesz żebyśmy utrzymywali kontakt - spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Przejął się tym co się stało... Martwi się- mruknął opuszczając sale. Siedziałam chwilę sama w ciszy. Zastanawiałam się co mam mu powiedzieć. "Hej Remek chciałam się zabić bo cie kocham a ty masz dziewczynę"? Przecież to bez sensu. Moje rozmyślania przerwał dźwięk otwierających się drzwi , w których stanął Remek.
- Hej - powiedział radośnie się uśmiechając.
- Oo komuś humorek dopisuje- zaśmiałam się.
- Bo się obudziłaś! W końcu! Słuchaj ja rozumiem ze spanie jest fajne ale bez przesady! Pięć dni?- śmiał się a ja razem z nim. Przytulił mnie mocno , a moja ręka ponownie dawała o sobie znać cholernie boląc. Zignorowałam go jednak , bo byłam z nim. Chłopak usiadł na krześle głupio się uśmiechając.
-Ja... Przepraszam - powiedziałam cicho kierując wzork w inną stronę.
- Powiedz mi po co? Co takiego się stało? - jego mina momentalnie spowarzniała.
- Nie pytaj... Nie chce o tym rozmawiać- mruknęłam , a z oczu pociekło mi kilka łez.
- Mała nie płacz- odparł uroczo. Już miałam coś powiedzieć , ale zadzwonił jego telefon. Chłopak go jednak zignorował.
- Odbierz- mruknęłam kiedy słynna melodia iPhone powtórzyła się trzeci raz. Remek zgodnie z moim poleceniem odebrał telefon.
- Halo?... W szpitalu... Tak...Chyba mam prawo ją odwiedzić tak?... Proszę bardzo! Idź!... W ogóle słońce. Mam wyjebane!- wrzasnął na cały głos rozłączając się - Przepraszam mała ale pójdę już , jutro wpadne- dodał po czym wyszedł. Siedziałam tępo gapiąc się przed siebie. Próbowałam znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Czyżby rozmawiał ze swoją dziewczyną? Jeśli tak to chyba nie za bardzo im się układa... Do pokoju weszła pielęgniarka. Była młoda na oko 20-22 lata. Spojrzała na mnie zmartwiona.
- Wszystko Okey? - zapytała.
- Nie - odparłam dalej patrząc przed siebie.
- Chcesz pogadać? - mruknęła odłączając ode mnie wężyk łączący mnie z kroplówką.
- Chce pani słuchać moich idiotycznych problemów? - zaśmiałam się ironicznie.
- Jeśli ma ci to pomóc. Zaraz wrócę - powiedziała i wyszła po chwili wracając.
- Inga jestem. Powiesz co się stało? - uśmiechnęła się szeroko , a ja opowiedziałam jej o wszystkim.
-------------------------------------------
Hej!
Wrociłam!
Jestem już!
Może w nie najlepszym humorze ale wrociłam. Postanowiłam trochę namieszać w uroczej historii dodając jeden czarny charakter. W ogóle zrobiłam drame... Sory taki mamy klimat :) a ja mam taki humor! Niby jest Okey ale jednak nie jest... Mam nadzieję ze rozdział się podoba :) ZACHĘCAM DO KOMENTOWANIA!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
SOCJAL MEDIA :
ASK 👉 @juleczka3455
INSTAGRAM 👉 ruuuuudolf
FACEBOOK 👉 /JulKa1416
SNAPCHAT 👉 kukus_15
To do zobaczenia!
😘😘
piątek, 1 kwietnia 2016
Rozdział #8
Kolejny słoneczny weekend. Obudziło mnie ćwierkanie ptaków. Leniwie wstałam i podeszłam do okna.
- Ja was dokarmiam całą zimę a wy mi się tak odpłacacie? Gdybym tylko miała wiatrówke... - warknęłam do zwierząt. To nie będzie przyjemny dzień. Stanęłam przed szafą nie mogąc zdecydować się na żadne ubranie. W końcu standardowo wyjęłam z niej rurki , koszulkę i niebieskie szelki. Wykonałam poranną toaletę i zeszłam na dół na śniadanie. Nadal nie rozmawiam z Bartkiem. Minęłam go bez słowa i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej mleko ,a z szafki obok wyjęłam płatki i w taki oto sposób powstało śniadanie idealne. Delektowanie się moim posiłkiem przerwał mój telefon.
Od "Ciasteczkowy Potwór ;*" : o 10.00 na sali. Dzieci juz sie zbierają.
Do "Ciasteczkowy potwór ;*" Ok ok
Spojrzałam na zegarek , który wskazywał godzinę 9.45 . W szybkim tempie dokończylam moje śniadanie , ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. Na salę dotarłam oczywiście z 10 minutowym spóźnieniem. Ekspresowo przebrałam się w strój do ćwiczeń i pobiegłam na sale.
- Pani jak zawsze spóźniona - zaśmiała się Oliwka.
- Było napisać trochę wcześniej - mruknęłam rozglądając się po sali pełnej dzieci. Każde z nich wykonywało inne ćwiczenie.
- Widzę rozgrzewke mamy już z głowy - powiedziałam , a Oliwka pokiwała twierdząco głową. Cała lekcja przebiegła po mojej myśli. Każde dziecko znało układ taneczny na pamięć i umiało go zatańczyć bezbłędnie.
- Mogłabyś być dla nich trochę mniej surowa- szturchnęła mnie w ramię Oliwka gdy wychodziłymy z sali.
- Muszą wiedzieć kto tu rządzi Okey? - odparłam kierując się do szatni. Przebrałam się i razem z Oliwką opuściłam salę.
- Idziemy do Starbucksa? - zapytała przyjaciółka gdy przechodziłyśmy obok kawiarni.
- Najpierw sprawdź czy nie ma tam żadnego typa , który czai sie żeby oblać mnie kawą - zaśmiałam się , a mój telefon zawibrował. Był to SMS od Remka.
- Niech zgadne Remuś napisał? - zaśmiała się.
- Zazdrościsz? - mruknęłam odczytując wiadomość od chłopaka
Od "Remek :3" nudzi mi się 😊 chodź wygram z tobą w fife.
Do "Remek :3" Nie! 😝 jestem z Oliwką w Starbucks'ie.
Od "Remek :3" To ja nie przeszkadzam 😀 widzimy sie potem? 😊
Do "Remek :3" będę za pół godziny ^^
Zamówiłyśmy kawę i usiadłyśmy przy stoliku. Nasze rozmowy przerwał telefon Oliwki. Powiedziała że musi iść i w szybkim tempie wyszła z kawiarni. Dopiłam swój napój do końca po czym również opuściłam Starbucks'a kierując się w stronę domu Remka. Chłopak grzebał coś przy Quadzie. Po cichu weszłam na posesje gdzie od wejścia przywitał mnie Kampi. Pies swoim radosnym szczekaniem zepsuł moje plany wystraszenia chłopaka , bo ten od razu zainteresował się szczekającym zwierzątkiem.
- Uważaj , bo jest agresywny i cie zje - zaśmiał się.
- Ta pewnie- odparłam wchodząc głębiej w ogród- to co porabiasz? - tym razem ja się śmiałam.
-Bawie się - mruknął przykręcając kolejne śruby.
- A co mu sie stało- usiadłam pod altanką przyglądając się chłopakowi.
- I tak nie zrozumiesz jak ci powiem- spojrzał na mnie głupio się uśmiechając.
- zrozumiem! - oburzyłam się.
- Rozerwała się linka hamulcowa i klocki były do wymiany- dalej się uśmiechał , a ja patrzyłam na niego jak na głupka.
- Dlaczego trzymasz tam klocki? - zapytałam zdziwiona a Remek zaczął się śmiać.
- Nie takie klocki - wydukał przez śmiech.
- Nie śmiej się ze mnie!- udałam obrażoną krzyżując ręce na piersiach. Chłopak bez słowa podszedł do mnie z zamiarem przytulenia.
- Nie dotykaj mnie! Jesteś cały brudny! - krzyczałam , ale chłopak miał to gdzieś i i tak mnie przytulił. Spojrzałam na swoją białą koszulkę całą brudną od jakichś smarów.
- Nie żyjesz Wierzgoń! - wrzasnęłam łapiąc za wąż ogrodowy.
- Nie zrobisz tego - zaśmiał się pewny siebie chłopak. Słysząc te słowa przekręciłam kurek , a z węża polał się strumień lodowatej wody , który skierowałam prosto na Remka. Chłopak zaczął uciekać , a ja ruszyłam za nim. Z pomocą przybył Kampi , który kręcąc się między nogami Remka skutecznie powalił go na ziemie ułatwiając mi oblanie go. Gdy chłopak był już wystarczająco mokry postanowiłam dać mu już spokój. Zakręciłam wodę , a on podniósł się z ziemi ociekając wodą.
- Przynajmniej jesteś czysty- uśmiechnęłam się podchodząc do niego. I tu popełniłam największy błąd. Chłopak uśmiechnął się i zanim zorientowałam się o co mu chodzi zostałam ponownie uwięziona w uścisku chłopaka.
- Remek puść mnie błagam - prosiłam , ale ignorował moje błagania. Po kilku minutach zorientowaliśmy się że całą sytuacje obserwowała z balkonu Babcia Remka.
- Ani mi się waż wchodzić do domu! Najpierw macie wyschnąć! - wykrzyczała po czym wróciła do środka. Położyliśmy się na trawie czekając aż słońce wysuszy nasze ubrania.
- To twoja wina- dźgnął mnie w bok.
- Spadaj - oddałam mu.
- Jakie to słodkie - usłyszeliśmy i oboje szybko podnieśliśmy sie do pozycji siedzącej. Spojrzałam na osobę która wypowiedziała te słowa i spuściłam głowę. Nigdy wczesniej nie było mi tak głupio.
-------------------------------------------
Hej!
No wiec nie wiem juz jak mam was przekonać do zestawienia komentarza :( wyświetlenia sprzed dwóch dni serio mnie zasmuciły , do tego doszły sprawy prywatne i głównie dlatego nie było rozdziału. Wczoraj już było lepiej wiec rozdział mimo rozbicia psychicznego pojawił się. Wiec docencie to i pokazcie ze umiecie zostawić komentarz i pokazać ze tu jesteście... Ostatnio przeszło mi nawet przez myśl żeby usunąć bloga bo nikt tego nie czyta :(
Wszystkie moje socjal media są pod poprzednim rozdziałem..
Trzymajcie sie 😊
- Ja was dokarmiam całą zimę a wy mi się tak odpłacacie? Gdybym tylko miała wiatrówke... - warknęłam do zwierząt. To nie będzie przyjemny dzień. Stanęłam przed szafą nie mogąc zdecydować się na żadne ubranie. W końcu standardowo wyjęłam z niej rurki , koszulkę i niebieskie szelki. Wykonałam poranną toaletę i zeszłam na dół na śniadanie. Nadal nie rozmawiam z Bartkiem. Minęłam go bez słowa i podeszłam do lodówki. Wyjęłam z niej mleko ,a z szafki obok wyjęłam płatki i w taki oto sposób powstało śniadanie idealne. Delektowanie się moim posiłkiem przerwał mój telefon.
Od "Ciasteczkowy Potwór ;*" : o 10.00 na sali. Dzieci juz sie zbierają.
Do "Ciasteczkowy potwór ;*" Ok ok
Spojrzałam na zegarek , który wskazywał godzinę 9.45 . W szybkim tempie dokończylam moje śniadanie , ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. Na salę dotarłam oczywiście z 10 minutowym spóźnieniem. Ekspresowo przebrałam się w strój do ćwiczeń i pobiegłam na sale.
- Pani jak zawsze spóźniona - zaśmiała się Oliwka.
- Było napisać trochę wcześniej - mruknęłam rozglądając się po sali pełnej dzieci. Każde z nich wykonywało inne ćwiczenie.
- Widzę rozgrzewke mamy już z głowy - powiedziałam , a Oliwka pokiwała twierdząco głową. Cała lekcja przebiegła po mojej myśli. Każde dziecko znało układ taneczny na pamięć i umiało go zatańczyć bezbłędnie.
- Mogłabyś być dla nich trochę mniej surowa- szturchnęła mnie w ramię Oliwka gdy wychodziłymy z sali.
- Muszą wiedzieć kto tu rządzi Okey? - odparłam kierując się do szatni. Przebrałam się i razem z Oliwką opuściłam salę.
- Idziemy do Starbucksa? - zapytała przyjaciółka gdy przechodziłyśmy obok kawiarni.
- Najpierw sprawdź czy nie ma tam żadnego typa , który czai sie żeby oblać mnie kawą - zaśmiałam się , a mój telefon zawibrował. Był to SMS od Remka.
- Niech zgadne Remuś napisał? - zaśmiała się.
- Zazdrościsz? - mruknęłam odczytując wiadomość od chłopaka
Od "Remek :3" nudzi mi się 😊 chodź wygram z tobą w fife.
Do "Remek :3" Nie! 😝 jestem z Oliwką w Starbucks'ie.
Od "Remek :3" To ja nie przeszkadzam 😀 widzimy sie potem? 😊
Do "Remek :3" będę za pół godziny ^^
Zamówiłyśmy kawę i usiadłyśmy przy stoliku. Nasze rozmowy przerwał telefon Oliwki. Powiedziała że musi iść i w szybkim tempie wyszła z kawiarni. Dopiłam swój napój do końca po czym również opuściłam Starbucks'a kierując się w stronę domu Remka. Chłopak grzebał coś przy Quadzie. Po cichu weszłam na posesje gdzie od wejścia przywitał mnie Kampi. Pies swoim radosnym szczekaniem zepsuł moje plany wystraszenia chłopaka , bo ten od razu zainteresował się szczekającym zwierzątkiem.
- Uważaj , bo jest agresywny i cie zje - zaśmiał się.
- Ta pewnie- odparłam wchodząc głębiej w ogród- to co porabiasz? - tym razem ja się śmiałam.
-Bawie się - mruknął przykręcając kolejne śruby.
- A co mu sie stało- usiadłam pod altanką przyglądając się chłopakowi.
- I tak nie zrozumiesz jak ci powiem- spojrzał na mnie głupio się uśmiechając.
- zrozumiem! - oburzyłam się.
- Rozerwała się linka hamulcowa i klocki były do wymiany- dalej się uśmiechał , a ja patrzyłam na niego jak na głupka.
- Dlaczego trzymasz tam klocki? - zapytałam zdziwiona a Remek zaczął się śmiać.
- Nie takie klocki - wydukał przez śmiech.
- Nie śmiej się ze mnie!- udałam obrażoną krzyżując ręce na piersiach. Chłopak bez słowa podszedł do mnie z zamiarem przytulenia.
- Nie dotykaj mnie! Jesteś cały brudny! - krzyczałam , ale chłopak miał to gdzieś i i tak mnie przytulił. Spojrzałam na swoją białą koszulkę całą brudną od jakichś smarów.
- Nie żyjesz Wierzgoń! - wrzasnęłam łapiąc za wąż ogrodowy.
- Nie zrobisz tego - zaśmiał się pewny siebie chłopak. Słysząc te słowa przekręciłam kurek , a z węża polał się strumień lodowatej wody , który skierowałam prosto na Remka. Chłopak zaczął uciekać , a ja ruszyłam za nim. Z pomocą przybył Kampi , który kręcąc się między nogami Remka skutecznie powalił go na ziemie ułatwiając mi oblanie go. Gdy chłopak był już wystarczająco mokry postanowiłam dać mu już spokój. Zakręciłam wodę , a on podniósł się z ziemi ociekając wodą.
- Przynajmniej jesteś czysty- uśmiechnęłam się podchodząc do niego. I tu popełniłam największy błąd. Chłopak uśmiechnął się i zanim zorientowałam się o co mu chodzi zostałam ponownie uwięziona w uścisku chłopaka.
- Remek puść mnie błagam - prosiłam , ale ignorował moje błagania. Po kilku minutach zorientowaliśmy się że całą sytuacje obserwowała z balkonu Babcia Remka.
- Ani mi się waż wchodzić do domu! Najpierw macie wyschnąć! - wykrzyczała po czym wróciła do środka. Położyliśmy się na trawie czekając aż słońce wysuszy nasze ubrania.
- To twoja wina- dźgnął mnie w bok.
- Spadaj - oddałam mu.
- Jakie to słodkie - usłyszeliśmy i oboje szybko podnieśliśmy sie do pozycji siedzącej. Spojrzałam na osobę która wypowiedziała te słowa i spuściłam głowę. Nigdy wczesniej nie było mi tak głupio.
-------------------------------------------
Hej!
No wiec nie wiem juz jak mam was przekonać do zestawienia komentarza :( wyświetlenia sprzed dwóch dni serio mnie zasmuciły , do tego doszły sprawy prywatne i głównie dlatego nie było rozdziału. Wczoraj już było lepiej wiec rozdział mimo rozbicia psychicznego pojawił się. Wiec docencie to i pokazcie ze umiecie zostawić komentarz i pokazać ze tu jesteście... Ostatnio przeszło mi nawet przez myśl żeby usunąć bloga bo nikt tego nie czyta :(
Wszystkie moje socjal media są pod poprzednim rozdziałem..
Trzymajcie sie 😊
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
