środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział #12

Dziewczyna nie zdążyła zareagować na czas. Dwa naboje wbiły jej się w klatkę piersiową powalając ją na ziemię. Wokół jej ciała utworzyła się kałuża krwi.  Wszyscy patrzyli na nas z osłupieniem. Podbiegłam do Oliwki wykonując wszystkie etapy pierwszej pomocy,  których nauczyłam się na EDB. Dziewczyna oddychała , ale była nieprzytomna.
- Niech ktoś kurwa wezwie karetkę!- wrzasnęłam , a po chwili słyszałam jak ktoś za mną wykonuje telefon na pogotowie. Szpital był niedaleko więc po kilku minutach karetka była już na miejscu.
- Kim jest ta dziewczyna?  - zapytał jeden z ratowników przenosząc Oliwkę na nosze.
- Oliwia Tomczak - wydukałam przez łzy.
- Proszę powiadomić jej rodziców. Bierzemy ją do szpitala na Wojska polskiego- powiedział drugi po czym zamknął drzwi karetki. Pokiwałam twierdząco głową.  Usiadłam na schodach i zalana łzami patrzyłam na odjeżdżającą karetkę.
**Kilka dni później **
Oliwia nadal nie wybudziła się ze śpiączki.
Lekarze dają małe szanse na to że przeżyje, ale ja wiem że z tego wyjdzie. Musi!
W pośpiechu wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wzięłam byle jakie ubrania nie zwracając uwagi na to czy będą one do siebie pasować. W szybkim tempie złożyłam wybrane ciuchy,  wzięłam telefon i zeszłam na dół. Ubrałam buty i kurtkę i wyszłam z domu. Po 5 minutach byłam już w szpitalu. Na krzesełkach przy sali dziewczyny siedziała jej mama. Gdy podeszłam bliżej dostrzegłam że płacze.
- Pani Basiu co się stało? - zapytałam przejęta siadając obok niej,  a kobieta zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- Czy ty wiesz kto mógł jej to zrobić? - wydusiła przez łzy.
- Wiem- odparłam wyciągając telefon z kieszeni. Pokazałam mamie Oliwki smsy z groźbami.
- Zgodzisz się porozmawiać z Policją? - zapytała wyjmując z torebki chusteczkę.
- Pewnie że tak , ale... To dlatego pani płacze? - mruknęłam cicho, a kobieta znów wybuchła płaczem.
- Oliwka... Ona nie żyje - wybełkotała po czym wstała i pobiegła do łazienki.
- Nie!  To jest kurwa niemożliwe! Ona nie może! Musi żyć! Jak ja mam żyć bez niej?! - wrzeszczałam sama do siebie również wybuchając płaczem. W jednym momencie moje życie się rozjebało. Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Ta szmata mi za to zapłaci.
Po kilkunastu minutach siedzenia na szpitalnym krześle wróciłam do domu. Straciłam ochotę na wszystko.  Nie chciało mi się jeść, pić, spać...  Nie chciało mi się żyć.
Kolejne kilka dni spędziłam zamknięta w swoim pokoju. Nie jadłam, nie spałam. Jedyne co robiłam to płakałam i się cięłam. Nie byłam w stanie iść nawet na pogrzeb. Bartek i Remek wiele razy próbowali dostać się do środka jednak bezskutecznie.
Dziś mija równy tydzień od śmierci Oliwki. Na dziś zaplanowałam sobie datę powrotu do przyjaciółki.  Dziś chciałam zakończyć swoje nędzne życie bez Oliwii. Wzięłam do ręki szkolny cyrkiel,  którym od tygodnia wykonywałam cięcia na nadgarstkach, udach i brzuchu. Dziś jednak zamierzałam przeciąć nim sobie jedną z głównych żył. Podniosłam wzrok ostatni raz rozglądając się po swoim pokoju. Drzwi balkonowe otworzyły się uderzając o ścianę tworząc tym samym przeciąg w pomieszczeniu.  Wstałam z podłogi żeby je zamknąć przy okazji wyglądając na zewnątrz. W kącie siedziała skulona mała zapłakana dziewczynka.  Zdezorientowana przetarłam oczy niedowierzając w to co widzę.  Powolnym krokiem podeszłam i usiadłam obok dziecka.
- kim jesteś? Mruknęłam cicho spoglądając na nią.
- Masz w tej chwili wsiąść się w garść i przestać się ciąć bo to ci jej nie przywróci! Masz zacząć normalnie jeść i masz być szczęśliwa z nim!  Ona sobie poradzi! A teraz przynieś mi coś do picia- wrzasnęła. Spojrzałam na nią zdezorientowana powoli analizując kazde jej słowo. Powoli wstałam kierując się do do pokoju po napój. Gdy wróciłam na balkon jej już nie było.
- Oliwka...- wymruczałam pod nosem wracając do pokoju. Wyrzuciłam cyrkiel do kosza po czym wyszłam z pokoju. Zeszłam do salonu ,w którym siedział Bartek z Remkiem. Po cichu podeszłam do brata i mocno go przytuliłam.
- Nigdy więcej mi tak nie rób- mruknął obejmując mnie. Pocięty nadgarstek dał o sobie znać strasznie boląc. Schowałam rękę za plecy w obawie ze zacznie ponownie krwawić. Nie umknęło to uwadze Remka który z zaskoczenia podwinął rękaw mojej bluzy ukazując ślady po cięciach. Oboje spojrzeli na mnie smutnym wzrokiem,  a mnie zalało poczucie winy.
----------------------------------------------
Hej!
Tak wiem długo mnie nie było przepraszam... Po prostu nie miałam pomysłu na rozdział :( bardzo dziękuję anonimowi z Aska , który podpowiedział mi co napisać! 😘😘
Mam nadzieję że rozdział wam się podoba!  Zapraszam do oddawania swoich opinii w sekcji komentarzy.
Pamiętajcie że komentarze motywują i karmią wenę! :)
 Social media 
Ask 👉 @juleczka3455
Instagram 👉 ruuuuudolf
Snapchat 👉 kukus_15
Facebook 👉 Facebook.com/JulKa1416

M

6 komentarzy: